Powrót do dzikości

Czym jest powrót do dzikości?

Wyobraź sobie opuszczony parking w porzuconej części miasta. Po upływie mniej więcej roku każde dostatecznie duże pęknięcie ustąpiło mleczom i młodym pnączom jeżyn. Aktywność ich korzeni, wiatr i deszcz, woda zbierająca się w zakamarkach, mróz i odwilż wolno łamią i kruszą chodnik. Bruzdy, poszerzając się robią miejsce kolejnym roślinom, korzeniom i pęknięciom. Z nadejściem letnich miesięcy sam chodnik wkrótce przestaje być widoczny pod gęstym listowiem dzikiej róży i młodej olchy. Ptaki zaczynają budować gniazda w krzewach, a króliki pod drutem kolczastym ogrodzenia jeżyn.

Po kilku dekadach ziemia zrzuci większą część cementowego płaszcza. Drzewa wyślą swoje korzenie wgłąb gleby i chociaż będzie wciąż nosić świeże rany brutalnie narzuconego kształtu parkingu, nic nie przeszkodzi w jej powrocie do zdrowego, dzikiego stanu.

Teraz wyobraź sobie człowieka…

Powrót do dzikości nie jest pojęciem powszechnie stosowanym w odniesieniu do ludzi. Proces, za pomocą którego gatunek lub ekosystem odzyskuje naturalny, nieoswojony stan nie jest akurat kierunkiem obranym przez większość ludzkości. Powrót do dzikości istnieje w opozycji do udomowienia. Udomowienie oznacza dominację, kontrolę, ucisk i eliminację wszystkiego, co się nie podporządkowuje, powrót do dzikości to wyzwolenie od tych elementów i działanie przeciwko nim, umożliwienie innym (ludziom i nie-ludziom) ucieczki przed uciskiem i godnego życia. W swojej istocie dzikość – siła życia obecna we wszystkim, co udomowione – walczy, aby wyrazić siebie, znaleźć pęknięcie, puścić pędy i rosnąć; znaleźć dziurę w ogrodzeniu i uciec. Obejmuje ludzi.

Oczywiście wiele osób nie zgodziłoby się z tezą, że jesteśmy udomowieni. Nic dziwnego; prawdziwie, w pełni udomowione stworzenie nie miałoby pojęcia, że stan, w którym trwa nie jest normalny i naturalny, że coś jest nie tak.

Wykonywałem raz pracę w ramach wzajemnej wymiany z hodowcą bizonów, który mieszka nieopodal – wycinałem żarnowce na jego pastwiskach w zamian za mięso, tłuszcz i kości. Poza uczuciem zachwytu i grozy, jakie budziły wszystkie te potężne, onieśmielające, piękne rogate zwierzęta stąpające bezceremonialnie wokoło, najbardziej niesamowitą rzeczą, jaką w tym doświadczeniu odkryłem było ogrodzenie, które więziło bizony. W obrębie pól farmera zamykała je cienka, druciana ochrona przed jeleniami. Pewnego dnia farmer z dumą oświadczył: „Jasne, te bizony mogłyby pogalopować przez ogrodzenie, bez problemu. Wiesz, to psychologia, przyzwyczaisz je do czegoś i nawet o tym nie myślą.”

Bizony mogły odejść, rozpocząć niekończącą się migrację, do której przeznaczone jest ich ciało i duch, zamiast tkwić na mizernym, spustoszonym poletku, jednakże zostały uwarunkowanie, aby nigdy tego nie spróbować.

Powrót do dzikości koniecznie oznacza zrozumienie i oduczenie się naszego warunkowania, kulturowego zaprogramowania, które determinuje naszą interakcję ze światem i sposób jego postrzegania. Jeżeli czytasz te słowa, jesteś piśmienny, czyli niewątpliwie zostałeś w pewnym zakresie przyuczony, poddany indoktrynacji i asymilacji przez dominującą kulturę. Wyćwiczono cię, abyś patrzył na świat przez jej filtr. Abyś wierzył, że ludzie nie są zwierzętami; że zwierzęta nie myślą, nie czują i nie mówią. Że ludzie posiadają „inteligencję” i jest ona niepowtarzalnie człowiecza. Że świat „naturalny” jest odseparowany od świata „ludzi” i istnieje jako niewyczerpana pula „zasobów” do ludzkiej konsumpcji. Że musisz pracować, płacić czynsz, kupować żywność. Nie pytasz dlaczego, tak już jest. Że posady są czymś dobrym, posady oznaczają pieniądze, a pieniądze są dobre. Że potrzebujemy pieniędzy, aby żyć. Kawałki papieru lub cyfry w systemie komputerowym – potrzebujemy ich bardziej niż samego życia. Że chcemy, aby „gospodarka” zawsze rosła. Że kiedy gospodarka (miara fizycznej eksploatacji naturalnego świata) przestaje rosnąć, jesteśmy zgubieni. Że potrzebujesz wielu rzeczy (pieniędzy, samochodu, pracy, statusu) i bez nich nie będziesz miał przyjaciół. Nikt nie będzie uprawiać z tobą seksu. Że nasze ciała i umysły są odseparowane. Że nasze ciała są odstręczające, podobnie jak nasze pożądania. Że kobiety znaczą mniej od mężczyzn. Że to ty masz problem, to ty jesteś obłąkany, a nie świat – weź pigułkę.

Jesteśmy trenowani od wczesnego dzieciństwa, aby reagować na bajery i fajerwerki, aby bezwarunkowo przyjmować spreparowaną przez kulturę wersję rzeczywistości za prawdę. Proces odkrycia swojej dzikości to proces oduczenia się tego wszystkiego, stopniowego poznawania rzeczywistości bez mediatora, w oparciu o autentyczną interakcję, empatię i doświadczenie.

Stworzenie ludzkie

Ludzie posiadają niespotykanie skuteczną zdolność adaptacji. Nasze umysły szybko dostrajają się do nowych środowisk i życiowych sytuacji. W zasadzie wciąż jesteśmy stworzeniami z Epoki Kamienia, żyjącymi w industrialnym świecie, nasza biologia uległa niewielkim zmianom w ciągu ostatnich 10.000 lat. Gdyby tak wziąć niemowlaka z XXI wieku i zamienić go z bobasem myśliwych-zbieraczy, obaj nauczyliby się stylu życia swojej kultury, ich rozwój przebiegałby tak samo.

Nasza zdolność przystosowania pozwoliła nam zaludnić Ziemię, pozwoliła kulturom zakwitnąć na pustyni, podbiegunowym kole arktycznym, umiarkowanym lesie deszczowym i tropikalnej dżungli. Pozwoliła nam błyskawicznie wprowadzić nowe technologie i z wdziękiem dostosować się do izolujących warunków nowoczesnego życia, chociaż antydepresanty, internet, alkohol, pornografia i inne używki pomagają wypełnić pustkę, jaką pozostawia niezawodnie przemysłowe życie. Nasza nieustająca adaptacja często sprawia, że zastanawiamy się skąd i kim jesteśmy, jaki jest naturalny dla człowieka sposób bytowania. Czy w ogóle istnieje? Czy mamy wrodzone potrzeby? Czy ma je cokolwiek?

Kiedyś nie cierpiałem powiedzenia, „Człowiek jest stworzeniem społecznym.” Dorastałem jako samotnik, z nastoletnią fascynacją Buddyzmem – ideałem prowadzenia odosobnionej, monastycznej egzystencji w poszukiwaniu oświecenia. Nie rozumiałem, dlaczego ludzie upierają się, że jesteśmy stworzeniami społecznymi; społeczeństwo jest okropne.

Dopiero w wieku mniej więcej 20 lat poskładałem wszystko w całość, przyglądając się jedynym znanym mi przykładom zdrowych ludzi – autochtonom. Ludzie od zawsze żyli w grupach. Bizony od zawsze żyją w stadach, podobnie mewy i kruki, wilki grasują watahami, a ludzie chcąc zachować zdrowie muszą egzystować w grupie, społeczności, plemieniu. Było tak zawsze. Osadzenie w jednoosobowej celi stosowane jest jako forma tortury, często prowadząca ofiarę do patologicznego szaleństwa; głęboka interakcja towarzyska i wspólnota stanowią biologiczną potrzebę.

Społeczeństwo przemysłowe jest okropne, pomyliłem je z ogólnym pojęciem społeczeństwa, ponieważ było ono jedynym widocznym punktem odniesienia. Ludzie nie są stworzeniami przemysłowymi; coś takiego, jak stworzenie przemysłowe nie istnieje (z możliwym wyjątkiem genetycznie zmodyfikowanych tworów Monsanto); jesteśmy stworzeniami absolutnie społecznymi. Tak wyewoluowaliśmy; ludzie zawsze żyli w plemionach lub wielopokoleniowych rodzinach. Fakt, że uświadomiłem to sobie po 20 latach ludzkiego życia mówi wiele o tym, jak bardzo oddaliliśmy się od czegoś zdrowego i nieskażonego.

Ludzie wraz ze wszystkimi innymi stworzeniami zawsze egzystowali w bliskim fizycznym kontakcie ze źródłem swojego istnienia – ziemią. To kolejna wrodzona potrzeba; tak bardzo, jak potrzebujemy zdrowych, głębokich relacji z ludźmi, musimy mieć zdrowe, głębokie relacje z nie-ludźmi. Wyewoluowaliśmy, aby wieść życie pełne znaczenia we wspólnotach z młodymi i starymi, zbierając żywność do zjedzenia i podziału, zabijając rośliny i zwierzęta dla przetrwania, uczestnicząc w śmierci seniorów, wznosząc własne domy, ogrzewając je, ucząc się historii o górach, rzekach i przodkach.

Wiadomo, że nie odnajdziemy tego wszystkiego w przemysłowym życiu; czyni ono naszą egzystencję odosobnioną, odłączoną, płytką i bez znaczenia. Ludzie nie wyewoluowali, aby budować wiecznie rosnącą gospodarkę (nic, co żyje na tej planecie nie może utrzymać tego urojenia), żyć w miastach, organizować się poprzez scentralizowane struktury władzy, spędzać dni bezczynnie za biurkami, przed ekranami monitorów, powtarzać nużące zadania, czy nawet uprawiać ziemię. Nie nadajemy się do tego wszystkiego i w rezultacie mordujemy planetę i kolektywnie pogrążamy się w szaleństwie.

Cywilizacja

Dom płonie, co zamierzasz zrobić?”
Podsycę ogień paliwem i będę obserwował, czy z popiołu wyrośnie coś pięknego.”

Cywilizacje to kultury oparte na udomowieniu roślin, zwierząt i ludzi. Rolnictwo, imperializm, społeczna stratyfikacja, stworzenie miasteczek i miast są ich wyróżnikami. Ofiary z ludzi składane przez Azteków, płonące stosy inkwizycji starej Europy i nazistowski holokaust – wszystkie są dziełem cywilizowanych ludzi; ludobójstwo jest nieodłączną częścią trybu ich funkcjonowania. Sprawcy ludobójstwa historycznie określają nawet ten proces mianem „cywilizowania” swoich ofiar. Mimo iż uczeni i pobożni poklepują cywilizację po ramieniu za jej moralną wyższość, żadna inna kultura w najmniejszym nawet stopniu nie dopuściła się okrucieństw na podobną skalę. Na przykład większość kultur Rdzennych Amerykanów w ogóle nie znała gwałtu. Istnieje przekaz o tym, jak współplemieńcy Nuu-chah-nulth znaleźli martwe, nagie, zmasakrowane ciała dwóch młodych dziewczyn, zgwałconych w pobliskim lesie przez hiszpańskich konkwistadorów; byli oszołomieni. Nic podobnego wcześniej nie miało miejsca, nie była to część ich rzeczywistości. Europejskich kolonizatorów zdumiał ten fakt – gwałt jest przecież tak fundamentalną częścią cywilizowanego społeczeństwa.

W odróżnieniu od trwałych kultur cywilizacje mają krótki żywot, wyjaławiają swoją ziemię, upadają lub ruszają dalej. Czy zauważyłeś [Czytelniku], że w sytuacji, kiedy gospodarka nie rośnie, zaczyna upadać? Jeżeli PKB nie odnotowuje bezustannego wzrostu, a system stale się nie poszerza, następuje „depresja”? Cywilizacja bazuje na ekspansji. Albo rośnie, albo umiera; nie ma żadnego stałego, stabilnego stanu. Napędzana gwałtownym wzrostem populacji – który rozpoczął się wraz z rewolucją rolną i jest daleki od zrównoważenia – wieczna ekspansja oznacza wieczny podbój. Aby mogła nieprzerwanie rosnąć, inni muszą zostać wysiedleni; kultury tubylcze, lasy, prerie, mokradła, rzeki, wszystkie potencjalne lokalizacje wydobycia surowców, miast i gospodarstw rolnych. Muszą zostać wyeliminowane, kontrolowane lub zasymilowane, aby postęp trwał dalej.

Za oczywisty powinien uchodzić fakt, że system oparty na wiecznej ekspansji nie może istnieć długo na planecie z ograniczonymi surowcami. Ludzie budują cywilizacje dopiero od 6.000 lat; przez 95.5% naszej ziemskiej egzystencji żyliśmy w lokalnych, zrównoważonych społecznościach. Dopiero niedawno dominująca kultura niemalże w całości wykorzeniła i zasymilowała większość tych unikalnych sposobów bytowania. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że wieczny wzrost nie jest problemem współczesnym. Nie jest to twór kapitalizmu czy korporacji, mimo że go spotęgowały. Problem wiecznego wzrostu jest tak stary, jak sama cywilizacja. To główny problem cywilizacji, sposób życia nie do utrzymania pod względem funkcjonalnym; może niszczyć w różnym tempie, ale zawsze był i będzie destrukcyjny.

Cywilizacja – nieudany, trwający 6000 lat eksperyment – zgładziła prawie każdą kulturę poza sobą, a teraz pracuje pełną parą nad eliminacją planetarnego życia.

Powrót do dzikości nie ma na celu ratowania cywilizacji. Z perspektywy dzikiego, żywego stworzenia w cywilizacji nie ma absolutnie nic, co warte byłoby ocalenia. Oparta na stłumieniu ludzkiej i nie-ludzkiej dzikości, a także wylesianiu i upustynnieniu, z biologicznego punktu widzenia cywilizacja jest nowotworem trawiącym Ziemię. To idealny przykład ludzi tworzących technologie przy kompletnym braku dojrzałości i zdolności do ich kontrolowania.

W obliczu perspektywy upadku wielu uczestników ruchu na rzecz zrównoważonego rozwoju obawia się, że cywilizacja obróci się w gruzy i utracimy wszystkie postępy, jakimi nas obdarowała (wiedzę naukową, sztukę, szczepionki etc.). „Musimy budować łodzie ratunkowe cywilizacji, zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby ją ocalić!” Zalecenie to ukradkiem zakłada, że życie ludzi „nieucywilizowanych” jest gorsze od naszego.

Kultury tubylcze cieszą się lepszym zdrowiem, mają więcej wolnego czasu, bardziej egalitarne struktury społeczne niż ludzie cywilizowani. Na przykład myśliwi-zbieracze z pustyni Kalahari, którzy zamieszkują mało żyzny krajobraz, pracują po trzy godziny dziennie, są wolni od próchnicy i innych zwyrodnieniowych przypadłości, są zdrowsi i mają więcej wolnego czasu od ludzi zindustrializowanych. Kiedy Europejczycy zapoczątkowali swoją inwazję Ameryk w XVI wieku, „Stary Świat” był przeludnionym pustkowiem ludzkiej deprawacji; był na skraju upadku – głód, wojny i epidemie stanowiły normę. Natomiast kultury rdzenne „Nowego Świata” były zdrowsze, miały więcej życiowej przestrzeni i znacznie wyższy standard życia. Idea, że cywilizowana egzystencja jest prostsza, zdrowsza i naturalnie lepsza od każdego innego sposobu życia jest czymś, czego musimy się oduczyć.

Każdy krajobraz, każdy klimat, każdy bioregion tradycyjnie zrodził odmienną kulturę, dopasowaną doń w unikalny sposób; nigdy nie istniał jeden styl życia mający sens w każdym miejscu. Powrót do dzikości jest ruchem w stronę powtórnego złączenia się z miejscem, zapuszczenia korzeni, oddania siebie bioregionowi, powolnego uczenia się, jak w tym miejscu żyć w sposób dopasowany do jego naturalnego rytmu.

Czysty umysł

Jeżeli usuniesz tamę, rzeka rozleje się i popłynie wolna. Jeżeli z klatek oswobodzisz bydło, zwierzęta rozejdą się, będą się pasły, żyły i umierały wolne. Jeżeli z niewoli wypuścisz człowieka… co zrobi? Poszuka pracy? Stanie się nurkującym w śmietnikach wagabundą? Będzie żył wolny w dziczy? Ludzie są dość nieprzewidywalni, ich reakcja na odzyskaną wolność jest skomplikowana.

Jesteśmy szalenie cerebralni. Podczas gdy niektóre stworzenia są fizycznie przystosowane do swojego środowiska dzięki sierści, szponom, błonom pławnym, płetwom i skrzydłom, ludzie posiadają źle przystosowane ciała, co kompensują nadaktywnością mózgu. Niewątpliwe nasze udomowienie ma po części charakter fizyczny: mizerne ciała i strażnicy naszych właścicieli (policja, wojsko) obezwładniają nas i gwarantują dobre zachowanie; lecz przez wzgląd na to, że jesteśmy stworzeniami tak dalece cerebralnymi jest ono także w ogromnym stopniu psychologiczne. Liczne kajdany czyniące udomowionego człowieka posłusznym wcale nie mają charakteru fizycznego, ale są niewidzialnymi, wykreowanymi kulturowo złudzeniami. Naszym zadaniem jest oduczenie się tych złudzeń, oczyszczenie naszych umysłów.

Każdy ma do uleczenia własne rany, każdy ma na to własne sposoby.

Samotna interakcja z przyrodą stanowi w moim doświadczeniu życia jedno z najbardziej potężnych narzędzi zacierających efekty warunkowania. Większość tradycyjnych kultur wykorzystuje doświadczenie samodzielnej wyprawy wgłąb dzikiej przyrody jako narzędzie do oczyszczenia umysłu, wypłukania ze świadomości skonstruowanego kulturowo świata, przeżycia autentycznej, pozbawionej mediatora interakcji z rzeczywistością więcej niż ludzką. Jest to część procesu osiągnięcia dojrzałości, pełni człowieczeństwa, wyraźnego spojrzenia na życie – inicjacja.

Jako siedemnastolatek – miałem za sobą szkołę i wiele lat rozdzierającej nudy i bzdetów – spędziłem lato żyjąc samotnie w lesie na opuszczonej wysepce. Bez elektryczności, bieżącej wody, towarzystwa ludzi i z mnóstwem wolnego czasu, zasmakowałem jednego z najbardziej intensywnych oduczających doświadczeń w życiu. Na początku bałem się, moim umysłem zawładnęła paranoja. Z lasu dobiegały mnie odgłosy pumy – przyroda chciała mnie dopaść. Musiałem pozostać w stanie pogotowia, albo umrzeć w jej uścisku. Potem poczułem samotność i smutek. Myślałem, że tęsknię za życiem, bo jestem sam w lesie. W końcu zacząłem zwyczajnie egzystować – zbierałem jagody, przynosiłem wodę do małego warzywnika. Obserwowałem, jak mój umysł się wycisza. Przyglądałem się rosnącym roślinom. Patrzyłem nocą na gwiazdy i pod nimi spałem. Suszyłem na słońcu jagody. Zaistniały rzeczy, o których wcześniej nie miałem pojęcia.

Pamiętam, jak po tygodniu lub dwóch milczenia próbowałem sobie przypomnieć własne imię. Krążyłem po chatce przez godzinę poszukując rzeczy z moim imieniem. Umysł wyciszył się, a relacja z życiem stała się ekstatyczna.

Tak wiele oduczyłem się tamtego lata.

Ludzie ze zdrowych kultur od czasu do czasu oddają się tej praktyce. Osamotnienie nie jest gloryfikowanym sposobem na życie, ale metodą oczyszczenia sprawiającą, że powracasz do społeczności silniejszy, bardziej świadomy i mądrzejszy, aby pełniej dzielić się swoimi podarunkami.

Nawet poświęcenie co pewien czas godziny na samotny pobyt pośród dzikiej przyrody, spowolnienie umysłu, słuchanie i obserwowanie, wyjście poza złudzenia, może być głęboko kojące.

Ile ludzi, tyle sposobów na oczyszczenie naszych umysłów, oduczenie się. Każdy, kto pragnie pozostać przy zdrowych zmysłach i służyć swojej wspólnocie koniecznie musi odnaleźć to, co mu służy.

Przywrócenie dzikości naszych umysłów i ciał jest podróżą życia. Stworzenie zdrowych kultur prawdopodobnie wymaga wielu życiorysów. Co nie oznacza, że jesteśmy skazani na czekanie; właściwie musimy pracować nad tym przez cały czas.

Powrócę do przykładu porzuconego parkingu, chodnika, pęknięć, mleczy i pnączy jeżyn; chodnikiem jest kultura, pęknięcia pojawiają się i powiększają, my jesteśmy nasionami mleczy unoszonymi przez wiatr. Wybierz na lądowanie dobrą szczelinę i zacznij kruszyć chodnik swoimi korzeniami.

Rzozdział z książki:  „Unlearn, Rewild” Milesa Olsona,
Tłumaczenie: exignorant 

Miles Olson przez ostatnią dekadę przyswajał i praktykował zanikające tradycyjne umiejętności egzystowania poza systemem industrialnym. Doświadczenia, które zebrał pozwoliły mu obrać unikalne spojrzenie na radykalną samowystarczalność i wpływ cywilizacji na dziką przyrodę. Przedstawił je w książce „Unlearn, Rewild” będącej medytacją, dochodzeniem etycznym, przewodnikiem przetrwania. Na zmianę liryczna, pełna humoru, zaskakująca, iluminująca i stymulująca intelektualnie lektura zmusza do zakwestionowania znaczenia słowa ‘ucywilizowany’.

Reklamy

About 5 Praw Natury

https://germanskawroclaw.wordpress.com

Posted on 18 grudnia 2013, in Artykuły and tagged . Bookmark the permalink. Możliwość komentowania Powrót do dzikości została wyłączona.

Możliwość komentowania jest wyłączona.